Wiedźmy strumień świadomości
Opinia kompletnej wariatki bardzo się przydaje -Holly Golightly
Kategorie: Wszystkie | Babsko | Butlerycznie | Co to ja chciałam... | Fotopstryki | Nienasycony głód | Przekładaniec | Scotland, my love | Skrzeczenie rzeczywistości | Staropanieńskie zrzędzenie | Wiedźma kontra X Muza
RSS
środa, 31 sierpnia 2011
Uśmiechnij się!
Nie żeby moje życie towarzyskie było przesadnie bogate, względnie rozpasane, ale jakieś jest. W związku z czym od czasu do czasu spotykam na swej drodze rozmaitych facetów, niektórzy zaś z nich nawet usiłują mnie podrywać. Wpis niniejszy może posłużyć im jako instrukcja, mówiąca czego powinni bezwzględnie unikać.

Nie tak dawno temu bawiłam u przyjaciółki w Wielkim Mieście. Postanowiłyśmy pouprawiać życie nocne i w tym celu poszlajałyśmy się nieco po klubach. W jednym z nich zaczepił nas chłopak, całkiem nawet przystojny i sympatyczny. A jednak, a jednak mili państwo, po pięciu minutach w jego towarzystwie zaczęłam się gotować. Nie z żądzy, skąd znowu, z rasowej furii. Otóż młodzian ów co chwilę nakazywał mi, gestem lub słowem, abym się uśmiechnęła. Regularny był, jak zegar z kukułką, a mnie trafiał szlag.

Okej, typem amerykańskim to ja nie jestem, wyszczerzu permanentnego na licu nie obnoszę, to się zgadza. Jednakże w miłym towarzystwie problemów z przyjemnym wyrazem twarzy nie mam, uśmiech robi mi się sam. I tu dochodzimy do sedna sprawy.  Otóż zasada jest taka, że jeśli, mężczyzno szanowny, chcesz ujrzeć jak me lico opromienia uśmiech nadobny, to się postaraj, żeby mi się chciało uśmiechnąć. Nie truj mi i nie zawracaj głowy napominaniem "Uśmiechnij się! No uśmiech proszę!"

Jako się rzekło w dobrym towarzystwie uśmiech pojawi się na mej twarzy automagicznie,  nie zgrywam więc zaklętej księżniczki w wieży. Wystarczy, że  dany osobnik będzie miły. Natomiast namolne trucie odbiorę jako wtargnięcie w moje obszary niejako intymne. Nie jestem, do licha, klownem w cyrku, ani prezenterem w telewizji, nie uśmiecham się na zawołanie. Uśmiecham się, kiedy mam na to ochotę, tak trudno pojąć?

Ugh.

17:32, bupu , Babsko
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 kwietnia 2011
Rzecz o hennie
Dzisiaj, moi mili parafianie, a zwłaszcza parafianki, będzie słowo o hennie, czyli jak farbować sobie kudły, żeby było miło, naturalnie i pachnąco.

Zaczniemy od podstaw, czyli od tego, co to jest henna, ponieważ pobieżna lektura wątków na rozmaitych forach babskich i kosmetycznych pozwala mi mniemać, iż naród, tak zasadniczo nie wie co to jest. I bierze za hennę wszelkie żelowe i płynne mazidła do włosów, które mają na pudełku napisane "henna", z których większość koło prawdziwej, rzetelnej henny nawet nie stała. Stąd bierze się czarna legenda, w myśl której henna wysusza włosy, oblepia je i osłabia, farbuje na zielono i różne inne straszności czyni. Te tam wszystkie henny w żelu, szamponetki i tym podobne, owszem, mogą robić włosom źle, natomiast prawdziwa henna robi włosom dobrze. I nie, niczego nie oblepia, słowo rudej Wiedźmy.

A zatem: co to jest henna? Jest to wysuszone i sproszkowane ziele lawsonii bezbronnej, rośliny, która w stanie dzikim rośnie sobie na obszarze od Indii po Afrykę Północną, a uprawiana bywa także w innych częściach świata. Henna sama z siebie ufarbuje włosy na kolor od płomiennego pomarańczu po ciemny kasztan, względnie kasztanowe refleksy na uwłosieniu czarnym, zatem wszelkie blondy, burgundy, czernie i inne takie zawierają w sobie rozmaite dodatki, ziołowe albo chemiczne.

To, co bywa nazywane "czarną henną" to jest na ogół indygo, czyli ususzone i sproszkowane liście indygowca barwierskiego. Trzeci rodzaj henny na jaki możecie się natknąć, tak zwana "henna naturalna", to jeszcze inne ziele, mianowicie senna. Ona nie barwi, za to odżywia włosy. Generalna zasada jest zaś taka, że im drobniejszy i czystszy proszek, bez badyli i innych takich, tym lepsza henna.

Przechodzimy do części drugiej, czyli jak przyrządzić hennę. Wbrew temu, co na ogół pisze się na ulotkach i opakowaniach nie należy używać gorącej wody, a już w żadnym wypadku wrzącej. Wrzątek zwyczajnie zamorduje barwnik i chałę będziemy mieć, a nie farbowanie. Wziąć należy wodę w temperaturze pokojowej, względnie, jeśli jesteśmy niecierpliwi i nie mamy ochoty czekać kilkunastu godzin aż się uwolni barwnik, przyjemnie ciepłą. Można też użyć na ten przykład herbaty rumiankowej, bardzo mocnej, nie gorącej rzecz jasna.

Wysypujemy tedy nasz proszek na michę, dolewamy do niego wody/rumianku, wciskamy cytrynę, albo aplikujemy kieliszek wina, bo henna lubi jak jej kwaśno i mieszamy. Ma być dosyć gęste, ale nie za przesadnie, łyżka w tym stać nie powinna. I pamiętać należy, że powinno być tego towaru dosyć dużo, nie żałujmy sobie. Wymieszawszy, zakrywamy miskę folią kuchenną, odstawiamy w ciepłe miejsce i czekamy, kilka do kilkunastu godzin. Dlatego rozsądnym jest zrobić sobie mieszankę wieczorem, odstawić na noc i zaaplikować sobie dnia następnego.

Kiedy już nasza mieszanka wypuści z siebie barwnik i wygląda mniej więcej tak:



...dodajemy do niej nieco wody, bo trochę nam w międzyczasie zgęstniała. Jeśli mamy życzenie, żeby nasze włosy pachniały, dodajemy parę kropel olejku zapachowego, ja dorzuciłam też paprykę w proszku. Czerwone chciałam, no. Mieszamy jeszcze raz, przy czym mikstura powinna mieć konsystencję plus minus bardzo gęstego jogurtu naturalnego, po czym przebieramy się w stary podkoszulek, którego nam wcale nie żal i ładujemy sobie to zielonkawe coś we włosy, obkładając grubo jak się da. Owijamy potem łeb foliową reklamówką, możemy dołożyć na wierzch stary ręcznik i czeeeeeekaaaaamyyy. Długo. Kilka godzin.

Aha. Nie polecam nakładania henny gołymi rękami, chyba, że nie przeszkadza wam posiadanie przez klika do kilkunastu dni pomarańczowych dłoni i paznokci.

Po tych kilku godzinach wkładamy głowę pod kran, płuczemy, następnie myjemy włosięta i zapodajemy odżywkę, żeby się resztki henny ładnie wyślizgały nam z włosów. Polecam też starannie wypłukać uszy, bo się tam henna lubi zaplątać.

Kiedy włoski nam wyschną objawi się pierwszy efekt, który będzie z początku w odcieniach dość wściekle oranżowych. Ale nie lękajcie się, kolor ściemnieje, nabierze głębi i wyszlachetnieje. Tak wyglądają moje włosy, po dwóch tygodniach od farbowania:



Kolor wyjściowy (czyli ten przed farbowaniem) to ciemny brąz z rudawym połyskiem, po hennie Eld, której, swoją drogą, nie polecam.

Kto włada angielskim, a jest chętny dowiedzieć się o hennie więcej, niech odwiedzi stronę Henna for Hair Są tam szczegółowe informacje o tym jak działa henna, przepisy na mieszanki i mnóstwo innnych ciekawych rzeczy.
18:42, bupu , Babsko
Link Komentarze (10) »
niedziela, 27 marca 2011
Komunikacja, za przeproszeniem, zbiorowa
Ponieważ nie posiadam samochodu, a w duszy mej kwitnie potężna niechęć do siadania za kierownicą, skazana jestem na korzystanie z komunikacji publicznej oraz zbiorowej. A w tym pięknym kraju komunikacja zbiorowa nie jest po to, żeby przeciętny obywatel mógł przewieźć swój tyłek z punktu A do punktu B, o nie. Jej nadrzędnym celem jest doprowadzanie obywatela do furii.

Przykład pierwszy. Dzień biały, a nawet samo południe, przystanek przy ruchliwej drodze wojewódzkiej, pięć kilometrów od miasteczka średnich rozmiarów, przez które rzeczona droga biegnie. Na przystanku ja, stoję i kwitnę wonnym kwieciem, bo nie przyszło mi do łba, że przewoźnik zlikwiduje wszelkie połączenia do miasteczka, między godziną 10 a 14. Po prostu niech ci nie przyjdzie do głowy, obywatelu, szalona myśl by jechać do miasta w środku dnia. Możesz rano, możesz po południu, ale w południe? Wykluczone, albo samochód se kup.

Rozkłady bowiem, i nie dotyczy to tylko PKS, są układane tak, by były jak najbardziej bezsensowne i jak najbardziej niewygodne dla podróżnego. Taka zasada.

Przykład drugi. Noc ciemna i głucha, dworzec kolejowy w Katowicach, pociąg do Krakowa raczy się spóźniać. No i co z tego, że się raczy, informacji nie ma żadnej, nawet się nie wyświetla na tablicy na peronie, że ten pociąg przyjedzie. No bo po co, podróżny przecież tylko dupę zawraca personelowi i przeszkadza, a oni tu są w pracy!

Bo jeśli ci się wydawało, czytelniku luby, (choć nie sądzę, żeby były w tym kraju osoby tak oderwane od rzeczywistości) że jesteś klientem, któremu koleje świadczą usługę i w związku z tym powinny dbać o twoje samopoczucie, bo jak ci się nie spodoba, to nie będziesz jeździł, otóż nie, mój drogi. Jesteś wrzodem na tyłku, uprzykrzeniem dni powszednich i zawadą do kwadratu. Kolej by świetnie funkcjonowała, gdyby nie twoje kretyńskie wymagania, żeby pociągi były punktualne, w wagonie było czysto i żebyś miał gdzie siedzieć. A w kiblu postać nie łaska? Ciesz się, że jedziesz i nie narzekaj.

W tym zapewne duchu kolej dbała o zdrowie pasażerów pociągu Kraków - Warszawa, wyłączając we wczesnych godzinach poranka nie tylko światło w wagonach, ale i ogrzewanie. Jest marzec, znaczy wiosna, nie marudzić i zapiąć płaszczyki.

Tenż sam duch natychał zapewne autorów rozkładów jazdy PKS, które mają to do siebie, że się nie zgadzają. To, co wisi w internecie nie zgadza się z tym, co na dworcach, a jedno i drugie miewa średnią zgodność z rzeczywistością. No ale pasażera rozpieszczać nie należy, bo jeszcze mu przyjdzie do głowy, że ma jakieś prawa. I wredy dopiero zacznie przeszkadzać!

22:33, bupu
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 03 stycznia 2011
Jezus Chrystus von Habsburg

Jako, że skutkiem pewnych okoliczności nabawiłam się lekkiej obsesyjki na punkcie Franza Josefa z rodziną, pilnie oglądam wszystkie filmy austriackim Habsburgom poświęcone, jakie nawiną mi się pod rękę. Przerobiłam zatem "Mayerling" z Omarem Sharifem, melodramatyczny do bólu zębów i żołądka, a potem sięgnęłam po dzieło nowsze, telewizyjny film "Kronprinz Rudolf", wyprodukowany w roku 2006. Miałam nadzieję, że twórcy współcześni zechcą zrezygnować z melodramatyzmu i cukru na rzecz jako takiego obiektywizmu i w miarę wiernego oddania skomplikowanej osobowości arcyksięcia. A Bogać tam.

Autorzy "Kronprinza..." pojechali stereotypem, zaczynając od obsadzenia w roli tytułowej niejakiego Maxa von Thuna, młodziana o świeżym obliczu, niewinnym wejrzeniu i często prezentowanym rozbrajającym uśmiechu.


Max von Thun, czyli Łozkoszny Łudolf.


Ten śliczny chłopiec prezentuje nam Rudolfa jako kobieciarza, owszem, ale przy tym głębokiego romantyka, uduchowionego bez granic i natchnionego idealistę, który światłym swym umysłem dostrzega w przyszłości wybuch I Wojny i usiłuje mu zapobiec. A przeciw niemu staje ograniczony i tępy jak pal cesarz Franciszek Józef, psychopatyczny militarysta cesarz Wilhelm, wredna i ograniczona arcyksiężna Stefania oraz pan Zło Wcielone, osobisty wysłannik Lucyfera, człowiek bardziej makiaweliczny niż sam Macchiavelli, pragnący wtrącić Austrowęgry na powrót do Średniowiecza, czyli graf Taaffe.

Ale zacznijmy od początku. Poznajemy oto Rudolfa jako młodziana wieżo wchodzącego w wiek dojrzały, romansującego sobie z Heleną Vetsera. Tenże młodzian na polecenie swego mentora, a zarazem malarza, Hansa Canona, przywdziewa zgrzebne szaty i udaje się na ulice Pragi, słuchać co mówi lud. W wolnych chwilach Rudi rozdaje także chleb biednym dziatkom, istny Jezus Chrystus von Habsburg po prostu.Rzecz jasna widziana w zaułkach bieda porusza wrażliwą duszę następcy tronu, a ponętna córka piekarza porusza także coś w arcyksiążęcych spodniach. Słuchający ludu i piekarzówny Rudolf poczyna pisać sążniste epistoły do wiedeńskiej gazety prowadzonej przez jego przyjaciela, Szepsa, tymczasem rodzice piekarzówny odkrywają romans i dzieje się tragedia. Pospiesznie wysłana na wieś i wydana za mąż piekarzówna usiłuje uciec, przeziębia się i umiera w szpitalu, z Rudolfem szlochającym przy jej łożu. W tym momencie nie wiedziałam co mam zrobić, śmiać się w głos, zapłakać nad tym melodramatycznym gniotem, czy rzucić laptopa i uciec z krzykiem.

Dalej fabuła prowadzi nas przez koleje życia Rudolfa, starannie izolowanego od polityki przez, rzecz jasna, demonicznego grafa Taaffe, dyskretnie manipulującego cesarzem. Rudolf gada rzeczy, których by się towarzysz Gierek nie powstydził, oburza się, że niedobrzy doradcy nie dają jego ojcu rządzić, zasypując go bzdurnymi papierami do wypełnienia, a trzymając z dala od rzeczywistych problemów, chadza do burdelu (w którym najczęściej uprawia działalność pisarską albo gra w szachy), żeni się ze Stefanią, która z mety okazuje się tępą idiotką, zdolną tylko do robienia mężowi kolejnych awantur... Nade wszystko zaś nasz biedny Rudi prowadzi nader burzliwy związek z tatusiem, który mało, że go nie rozumie, co jest zgodne ze stanem faktycznym, ale do tego poniża Rudolfa przy każdej okazji, odmawia mu jakichkolwiek talentów, a do tego daje pomiatać następcą tronu innym, z Mrocznym Grafem T. na czele.

Mroczny Graf zaś nieustająco knowa przeciw Rudolfowi i nasyła nań nagłupszych szpiegów jakich zrodziła C-K Monarchia. Panowie otóż snują się za arcyksięciem krok w krok wcale się nie kryjąc, a za to ziając śledzonemu niemalże w kark. Na ten przykład podczas supertajnej randki Rudiego z Mary Vetsera, gdzieś w parku, Herr Meissner stał sobie piętnaście metrów dalej, pod drzewkiem, gapiąc się na księcia jak sroka w gnat i notując z takim zapałem, że nieledwie dym mu leciał ze stron kajetu. Brakowało tylko wielkiej tablicy ze strzałą wycelowaną w wysłannika Mrocznego Grafa i napisem "Ein Spion hier". Co śmieszniejsze drogi Rudi, mimo iż zdarzyło mu się zżymać na to, ze jest śledzony z rozkazu Taaffe, przez większość czasu zachowuje się tak, jakby oczywistych działań Herr Meissnera i jego kolegów nie dostrzegał i na przykład idzie sobie z kapusiem na ogonie knować spisek przeciw cesarzowi. Po czym jest oczywiście niezmiernie wstrząśnięty, gdy Mroczny Graf pokazuje mu notatki szpiega, na dowód, że wie o wszystkim.


Graf Taaffe: dwa oblicza Mroku (a każdy pretekst jest dobry, żeby wstawić zdjęcie Uwe).

A mroczność Grafa przekracza wszelkie granice. Taaffe jest wręcz tak mroczny, że światła same gasną na jego widok, śnieg czernieje, a świeżo uprana bielizna żółknie z wrażenia. Jest obrzydłym konserwatystą, któremu oczy znacząco ciemnieją, gdy wymawia słowo "liberałowie", z lubością produkuje ustawy, zmuszające dzieci do pracy i jest zagorzałym orędownikiem sojuszu z Niemcami, za wszelką cenę. Najdosłowniej za wszelką cenę, bo kiedy Stefania rodzi dziecko, Taaffe niedwuznacznie sugeruje, że jeśli będzie to syn, trzeba będzie coś z tym zrobić. bo przecież Rudolf ani jego potomkowie, jako profrancuscy liberałowie na tronie zasiąść nie powinni. Na szczęście rodzi się córeczka, więc nie wiemy co Mroczny Graf planował uczynić. A że jest bezwzględnym zamordystą, nie mogło być to nic dobrego. Rozbawiła mnie scena, kiedy Taaffe sugeruje, że należałoby zamknąć gazetę Szepsa, za publikację artykułów Juliusa Felixa, pod którym to pseudonimem ukrywał się, rzecz jasna, arcyksiążę. Cesarz upomina wtedy premiera, że w Austrowęgrzech takich rzeczy się wszak nie robi, nie to prawo, nie ten obyczaj. Mam rozumieć, że Herr Minister - Präsident Taaffe, od wielu lat piastujący w C-K Monarchii najwyższe urzędy państwowe, nie znał realiów kraju, którym rządził? Zaiste, Mroczny Graf musiał być niewiele inteligentniejszy od własnych szpiegów.

Jedyną osobą która jako tako rozumie polityczne plany Rudolfa, jest Sisi, darząca syna czułością i doradzająca mu ucieczkę z kraju (genialny plan, nie?). Tylko Sisi widzi zagrożenie wielką wojną oraz konieczność reform, tudzież pochylenia się z troską nad ludem, reszta dworu jest w czambuł ślepa, albo mroczna. Bo też twórcy nie potrafili się powstrzymać, żeby nie odmalować cesarzowej jako niemal świętej, uciśnionej dworskim życiem, wrażliwej istoty. Ktoś podsunie kubełek?

Ale ale, mamy przecież w tym wspaniałym dziele także wątek cudownej, romantycznej miłości między Rudim a Mary Vetsera. Baronównę poznajemy tu jako malutką dziewczynkę, którą Rudi widuje przy okazji flirtów z jej matką, potem jako dziecię nieco większe, maniakalnie zbierające wszelkie wycinki i inne ciekawostki na temat Rudolfa. I zapewniające arcyksięcia, że kiedyś zostanie najlepszym i najkochańszym cesarzem wszechczasów. Więcej lukru naprawdę chyba się nie dało wcisnąć. Dziewczę rośnie, obsesja wraz z nim, aż wreszcie wyrasta na mdłą, romantyczną firanę, której wszystkie kwestie obracają się dookoła Rudolfa i wielkiej miłości do niego. Na nic innego w mózgu Mary już nie ma miejsca.


Łzawa łania, czyli Mary.


Muszę stwierdzić, że tendencja do robienia z Vetserówny firany drażni mnie tak samo, jak przerabianie Rudolfa na czułego romantyka. Baronówna, choć obsesję na tle Rudiego miała potężną, rasowa psychofanka po prostu, była jednak energiczną, żywiołową dziewczyną o gorącym temperamencie, gotową nawet rodzinie cesarskiej skakać do oczu. Z całą pewnością nie ograniczałaby się do stania i łzawego spoglądania na wyrządzającą jej przykrość osobę.

No ale cóż, mamy Mary - firanę i Rudolfa, uduchowionego księcia i mamy wielką miłość między nimi. Objawiającą się głównie pleceniem melodramatycznych i łzawych andronów, od słuchania których było mi zdecydowanie niedobrze. Wyobraźcie sobie na przykład, że pewnego pięknego dzionka Mary i Stefania przychodzą do Rudiego jednocześnie. Rudi wpada rozamorowany do przedpokoju, widzi żonę i kochankę, zastyga jak posąg, robi się niemiło. Dochodzi do wymiany zdań między arcyksiężną i baronówną, w trakcie której Stefania przypomina uprzejmie, że w obliczu Boga to ona jest żoną Rudolfa, czy książę tego chce, czy nie. Na co Mary, z okiem stosownie łzawym i wejrzeniem jagnięcym wali następującą kwestią: "Czy w oczach Boga nie liczy się tylko miłość?" To prawie dorównuje wildhornowskiemu "Czemu mnie tak nienawidzisz?", pytaniu, które Vetserówna w musicalu zadaje Stefanii.

No i tak wygłaszają te wzniosłe bzdury ( w tym filmie nie ma ani jednego normalnego dialogu, ani jednej naturalnie brzmiącej kwestii), Rudolf niknie w oczach, Mroczny Graf udaremnia mu wszelkie plany, tatuś nie kocha, a żona jest wredną zołzą, której nie pozwalają mu się pozbyć. Arcyksiążę postanawia zakończyć żywot, Mary, przejrzawszy zamiary księcia, w trakcie wsiadania do powozu, mającego ją odesłać z Mayerlingu do Wiednia, wpada z powrotem do zameczku i domaga się, żeby ją też kropnął, albowiem żyć bez niego nie może. No to co miał chłopina zrobić? Kropnął.

Po czym dowiadujemy się (nie wprost), że przez Mrocznego Grafa, który doprowadził Rudolfa do samobójstwa, wybuchła I Wojna Światowa. Tak, to jest właściwa chwila by wykonać coś takiego:



Reasumując, nie polecam tego filmu nikomu. Jest ckliwy do bólu, nudny, jak przemówienie w sejmie, pełen nieprawdopodobieństw i czystych idiotyzmów wysokiej klasy. Co oznacza, że na porządny portret filmowy arcyksięcia Rudolfa przyjdzie jeszcze trochę poczekać.






Tagi: film Habsburg Mary Mayerlin rudolf Vetsera
22:33, bupu , Wiedźma kontra X Muza
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 października 2010
Kosmiczno-metafizyczna kupa
Jako że tematyka paranormalna bliska jest mej duszy (Wiedźma w końcu jestem), kopałam sobie na przecudnej urody stronie Forgetomori. Nie jest to strona dla paranów, że użyję terminologii rodem z pl.misc.paranauki, raczej dla scepów, ponieważ autorzy zajmują się intensywnie tłumaczeniem, że nie wszystko UFO co się na niebiesiech świeci, oraz bezlitośnie wywlekają wszelkie, mniej lub bardziej udolne, oszustwa. Tamże natknęłam się na fragment filmu "Znaki" Shyamalana, który, notabene, kursuje po sieci jako nagranie autentycznego bliskiego spotkania. Obejrzałam i pomyślałam... A czemu nie, zobaczmyż całość.

No i zobaczyłam, choć niejaki Gibson, występujący w roli głównej, dawno przestał wzbudzać moją sympatię, z racji swych pozaekranowych wyczynów. Gibson Gibsonem, obejrzałam "Znaki" i zostałam z niejakim WTF. Reżyser otóż zapragnął stworzyć film z głębią. Takim, wiecie, metafizycznym przesłaniem. Duchowym. Nie tam jakiś, broń Boże, zwyczajny horrorek.  W związku z tym zaserwował nam głównego bohatera, pastora, który stracił powołanie i odwiesił koloratkę na kołek, albowiem w tragicznym wypadku zginęła jego żona. O czym przypomina nam się bezustannie, w rozmowach i we flashbackach, wyskakujących z głowy Mela G. w najmniej spodziewanych i sensownych momentach.

Pan pastor posiada dwoje dzieci, młodszego brata (w tej roli wyjątkowo słodki i przytulny Joaquin Phoenix), oraz pole kukurydzy w którym kosmici robią kółka. A tak, zapomniałabym, posiada również ładny niebieski dom, z jakąś straszliwą ilością lampek nocnych, porozstawianych w rozmaitych miejscach. Mieszka sobie ten był pastor z dziećmi i bratem, co zarzucił obiecującą karierę basebalisty, ufoki gniotą mu kukurydzę, a on chadza na stratowane pole i wymyśla domniemanym oszustom, co ma symbolizować jego początkową niewiarę w kosmitów. Starsze dziecię pastora, syn, pełni rolę dyrygenta, albowiem posiada książkę ufologiczną, w której jest dokładnie napisane co nastąpi, a nawet artysta nieznany namalował płonący dom, całkiem taki sam jak ten naszych bohaterów, oraz statek zuych kosmitów co go podpalili. Oraz stosowną liczbę ciał przed domem wymalował.

Na wypadek, gdyby jakiś tępy widz nie zakumał podobieństwa budowli, pastor na widok obrazka mówi "Całkiem jak nasz, co?", co ma stanowić taką, wicie, znaczącą scenę. Wymowną. Foreshadowing taki, że oni ci kosmici są źli i będą chcieli zrobić ziaziu. I, rzecz jasna, okazują się źli, napadają na domy, ale żadnej broni nie posiadają, prócz gazu rozpylanego z kolców na przegubach. Wytłumaczenie jest takie, że skoro walczą tylko wręcz, zamiast zrobić inwazję a'la Wojna Światów, to Ziemianie nie użyją przeciw nim atomicy. Serio serio. I faktycznie nie używają, w transmisjach radiowych tudzież telewizyjnych, jakie odbierają bohaterowie, nie ma mowy o tym, żeby przeciw porywającym masowo ludzi kosmitom wypuszczono jakieś wojsko. Karabiny, czołgi, miotacze ognia, tudzież temuż podobnież. Słyszymy tylko o zwycięskich walkach ludności cywilnej stoczonych z ufokami.

Owi kosmici są w ogóle wybitnie mało rozgarnięci. Przedstawiciele wysoko rozwiniętej cywilizacji, która posiadła technologię umożliwiającą podróże międzygwiezdne, nie potrafią otworzyć głupich, banalnych drzwi.Wystarczy zabić je dechami, a kosmiczna technologia kaput, jej posiadacze kręcą się dookoła domu bez ładu i składu i uderzają w te pozabijane drzwi i okna jakby chcieli a nie mogli. A już drzwi podparte drągiem to bariera nie do przebycia i cóż że panowie z kosmosu potrafią przecisnąć się przez szyb wentylacyjny, kiedy sterta worków i innych rupieci barykadujących jego wylot zatrzymuje ich na amen. Nie przejdą, najwyraźniej w spodku nie ma żadnego laserowego działka albo innej szpanerskiej wyrzutni przenośnych dziur. Klapa i koniec, drzwi na drągu i stos berechreścia odbierają kosmitom wolę walki tak bardzo, że panowie zawijają się do swojego pojazdu i lecą w dal, nie dosięgnąwszy pastora i jego rodzinki.

Co więcej, przedstawiciele wysoko rozwiniętej cywilizacji wyłażą na obcą planetę nadzy, bez żadnej odzieży ochronnej, chociaż rzeczona planeta pełna jest związku dla nich toksycznego, palącego ich ciała niczym kwas - wody. Tak, proszę państwa, wody, ha-dwa-o. I, tak przy okazji, reżyser każe kosmitom spędzić ładnych parę nocy w polu kukurydzy, a wierzcie mi, trudno przejść przez pole kukurydzy we wrześniową rosistą noc i nie zostać zmoczonym od stóp do głów. I każe części kosmitów dokonywać inwazji w Brazylii, kraju, który leży na równiku, w związku z tym klimat ma wilgotny jak wszyscy diabli. Ale rosa nie szkodzi, parne powietrze tropików też nie, bo woda robi się szkodliwa dopiero w finale, kiedy trzeba unieszkodliwić kosmicznego marudera. Takie deux ex machina, tak samo jak odlot kosmitów, we właściwym momencie, bo przecież wszystko musi zagrać, aby Mel G. mógł odzyskać powołanie.

Tak. Powołanie jest tu najważniejsze, moment jego utraty jest przywoływany co chwilę, nie brak też łzawej sceny, kiedy Gibson wrzeszczy że już nigdy, przenigdy nie będzie się modlił! Są też duszno-metafizyczne konwersacje braci oraz ckliwe pogawędki pastora z dziatwą. Osobiście zabiły mnie dwie sceny, kiedy w czasie szturmu kosmitów na dom Gibson zaczyna znienacka opowiadać dzieciom jak to było kiedy się urodziły, jakie były piękne i jak reagowała mamusia tudzież otoczenie. Cała rodzina zastanawia się co robić i gdzie uciekać, a pastor znienacka eksploduje takimi historyjkami, kompletnie od czapy i bez związku z tym co się dzieje. Rozumiem, że miało być czule, kochająco i prorodzinnie, ale wyszło coś w stylu "tatusiowi się ze strachu posrało pod deklem".

Cały ten przekaz o wierze i tak dalej jest podany tak topornie, że trudno byłoby to zrobić gorzej. No chyba, że na ekranie pojawiłyby się tablice, ze strzałami wskazującymi na pastora, głoszące "On stracił powołanie!", "Wiara to ważna rzecz!", "Pastor ma kryzys wiary, bo umarła mu żona!", "On odzyskał wiarę, alleluja!". Drewniane aktorstwo Gibsona nie pomaga, durny scenariusz ym bardziej. Jedyne co mi się tam podobało, to Joaquin Phoenix, wtedy jeszcze atrakcyjny młodzian, w roli niepewnego siebie, nieco infantylnego i bez reszty podporządkowanego starszemu bratu chłopaka. Ale jeden Joaquin to trochę za mało na całą resztę tej kosmicznie metafizycznej kupy.
02:22, bupu , Wiedźma kontra X Muza
Link Komentarze (4) »
czwartek, 16 września 2010
Jak się Wiedźma relaksuje, czyli sprawozdanie z musicalu
Ponieważ zżerają mnie nerwy sztachnęłam się ulubioną używką, acz w nieulubionej obsadzie. Odkopałam sobie "Elisabeth" we wiedeńskiej inscenizacji, z Mate Kamarasem i Mayą Hakvoort, po czym w trakcie oglądania zapisałam coś w rodzaju skrzyżowania relacji ze strumieniem świadomości. Kto jeszcze nie uciekł, niech czyta.

<meta content="OpenOffice.org 3.1 (Win32)" name="GENERATOR" /><style type="text/css"> <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } --> </style> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"> <font face="Century, serif">Pisana relacya Wiedźmy z Eli 2005.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><br /> </p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><br /> </p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Nie będę sobie wyobrażać Serkana w peruce i małej czarnej. Nie będę.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Wchodzi Tod. Mate, zamknij buzię, grzecznie proszę.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Jeszcze raz ktoś mi powie, ze Mate ma lepszą emisję niż Uwe, to zabiję śmiechem.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Podoba mi się, że jak w pierwszym Wiedniu Eli reprezentuje tylko portret. Osobista obecność Sisi w Essen mi nie pasowała.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Mate naryczał na Serkana strasznym głosem. Jest to chyba jedna z niewielu inscenizacji Eli w której zamiast Toda wybrałabym Luchenia.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Dlaczego mam wrażenie, że Maksa gra książę Eddie z "Rudolfa"?</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Molto romantico, e? Lucheni jest zdecydowanie uroczy. Bardzo zdecydowanie.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Ludovica wyglądała jakby miała popuścić ze szczęścia z powodu mającego nastąpić ucesarzenia Nene. Świetna jest ta pani.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Mate, czemu ty jesteś taki... taki... taki prozaiczny? Jak kilo pomidorów! Nic zwiewnego, zaświatowego, niematerialnego, twardy realizm ucieleśniony.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Maya jest piękną kobietą, ale nastolatki jakoś mi nie chce przypominać, a w Schwarzer Prinz przestała nawet brzmieć jak małoletnia.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Podziwiam moją pamięć wzrokową. Straszną Zochę gra Else Ludwig, całkiem tak samo jak we Wiedniu 1992. I wciąż jest doskonała.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Zocha steruje Franzem za pomocą dyskretnych gestów i spojrzeń. Młody cesarz zaś reaguje jak dobrze naoliwiony automat.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">A w ogóle, dygresja, nie wiem czemu zamienili falbany i żaboty w białej koszuli Toda na kowbojskie frędzle. Falbanki rządziły!</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Andre Bauer chyba miał lekką głupawke w scenie oświadczyn, sądząc z jego min.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Serkan brzmi momentami niemal bluesowo.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Misiaczki, skoro Sisi miała wdziewać naszyjnik od Franza, trza było nie stroić jej w aksamitkę na szyi, bo wygląda jak zza płota. A naszyjnik przypomina gąsienicę.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Stroje ślubne nieodmiennie nasuwają mi myśl o fizelinie, albo włókninie ogrodniczej. Fajne są, takie widmowe, ale fizelinowe skojarzenie nie chce się odczepić.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">W kategorii "Złowieszczy śmiech" oraz "bujanie się na sznurze od dzwonu" punkt wygrywa Uwe. Mate, idź poćwiczyć.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Mmm. Twarz Mate w półmroku. Lekkie drgnięcie górnej wargi, błysk ząbków w ciemności. Wypadło to nader diabolicznie.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Niestety zaczął śpiewać i wrażenie znikło jak mokry jaskier na bagnach.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Gorzej, on usiłuje tańczyć, a to jest coś, czego szanowny Mateuszek nie powinien robić.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><font face="Century, serif">Oraz stwierdzam, że w Wiedniu 1992 Tod posiadał znacznie ładniejsze ciuchy. Mateuszkowy fraczek i gacie z lampasem jakoś mi nie przypadają do gustu.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Maya jest ciut za bardzo płaczliwa w konfrontacji z Zochą. Wolę bardziej bojowe Elki.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Przydałby mi się podgrzewacz do kawy. Znowu wystygła, bo o niej zapomniałam.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Elka, jaj trochę! Przestań spazmować i wkurw się! Masz się kłócić z Franzem i Zochą! Z życiem, kobito!</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Neonowa trumna. Khem. Udam straszliwie, że nic, ale to nic absolutnie mi się nie kojarzy.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Mate, spróbuj chociaż raz nie warczeć. Proszę. BŁAGAM. *robi oczy małego pieska*</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">"Die froehliche Apokalypse". Czy w tej kawiarni można zamówić jednego kelnera na wynos?</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Else Ludwig wspaniale morduje spojrzeniem. </font> </p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Rrrany, Maya znowu łkawicy dostała, tym razem serwujac cesarzowi ultimatum.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Matuś, spróbuj nie śpiewać przez zęby, co? Prawie ci się udało brzmieć zaświatowo, ale zaciśnięta szczęka popsuła co nieco.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Zaczynam mieć postulat, żeby Lucheni - Kaya tańczył na promieniu podczas Milch topless.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">A pani Esterhazy to, o spostrzegawcza ja, Kerstin Ibald. </font> </p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Mayi się fajnie z holenderska wokalizuje h w "gehoer".</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Kitsch. Serkan jest UPOJNY. Oraz miodny.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Mayi pożałowali kasy na porządną kieckę koronacyjną. Zamiast tego ma dziwną imitację.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">O, Mate sprawdza którą z wystajacych końcówek Eli daje się oberwać. To stąd pochodzi koszmarna choreo pt. "Powyrywam Sisi rączki".</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">W kategorii "Wenn ich tanzen will" jednakowoż Pia i Uwe rządzą jak chcą.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Brakuje mi tej takiej... ciepłozimnej atmosferki w Mama Wo Bist Du. Uwe emanuje niemal ojcowskim ciepłem, a jednocześnie lata dookoła niego lodowaty astralny wiew. A Mate jest obrzydliwie realny.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Szachownica! Uwielbiam! </font> </p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Zochowe "Schoen?" wypowiedziane przepięknie cierpkim tonem. Tak cierpkim, że można w nim marynować ogórki.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Moja ulubiona część. Biskup stanowczo zaprotestował przeciw planowi Zochy, z punktu widzenia moralności, po czym ku radości arcyksiężnej, zaaprobował go z punktu widzenia polityki. Zadowolenie na twarzy Zochy - bezcenne.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Końcówka "Nur kein grenieren" mnie rozbawiła. Rączka frau Wolf zakradła się w pewną... am, wrażliwą strefę ciała Lucheniego. Ten, jako że własnie śpiewał, przeszedł znienacka z tenoru na sopran, po czym chrząknął z lekkim zakłopotaniem.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Tod się cieszy jak głupi do sera, ze Ela złapała syfa. Ma powód do radochy... O, a teraz zaryczał.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Franz, ja się nie dziwię, że Sisi nie chciała z tobą seksu uprawiać. Też bym nie miała ochoty na igraszki z facetem, który wyglada, jakby przyczepił sobie do twarzy sznaucera.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Bolesny jęk Mayi, którym zareagowała na widok w podetkniętym przez Luchenia lustrze był całkiem niezły. Za to Fritz Schmid jako Rudolf jest... bolesny. Jesper, wo bist du?</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Superduperheteroseksualny Tod ni z tego ni z owego rwie Rudolfa jak świeże wiśnie, milośnie ocierając się bioderkiem. Może jednak nie trzeba było iść na łatwiznę i pozbawiać Toda tego aspektu, który ci najbardziej nie leżał, Matyjaszku? Androgyniczność mam na myśli. A skoro się jej pozbyłeś, trza było inaczej Die Schatten rozegrać.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Błagania Fritza pozwolę sobie przewinąć. Ten facet jest straszny.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Mate nieźle wygląda w kiecce, ale uwielbiam pierwotny układ choreograficzny, z Todem, wywijającym Rudolfem. Poza tym Uwe lepiej całował. I focha w krypcie też strzelał bardziej malowniczo.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Za to Lucheń rządzi.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">Cesarski koszmar. Mate warczy jak pies. Kosteczkę?</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">A czegóż on tak ją przegiął? Wydaje mu się, że jest Rhettem Butlerem?</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <font face="Century, serif">No, przynajmniej nad całusem tym razem popracował.</font></p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <br /> </p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <br /> </p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <br /> </p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"> <br /> </p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><br /> </p> <p align="JUSTIFY" style="text-indent: 0.24cm; margin-bottom: 0cm;"><br /> </p> <br /><br /><br /> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">23:21</span>, <span class="IPTautor">bupu</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?433653">Nienasycony głód</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2010/09/Jak-sie-Wiedzma-relaksuje-czyli-sprawozdanie-z.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2010/09/Jak-sie-Wiedzma-relaksuje-czyli-sprawozdanie-z.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (1) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> poniedziałek, 23 sierpnia 2010 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_4875713"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">Bardzo dalecy bliscy</div> <div class="BlogWpisTresc"> Człowiek jest zwierzęciem stadnym. Potrzebuje więc wokół siebie innych ludzi, prawda? Bliskich, którzy by go kochali, wspierali i wierzyli weń. <br /><br />I nawet mu się czasem wydaje, że ma, że go kochają, choć nie zawsze rozsądnie, choć nie zawsze umieją to okazać. Że widzą w nim zalety i dobre strony.<br /><br />Po czym wybucha jedna nieopatrzna kłótnia, rozpoczęta przez coś absurdalnie idiotycznego i prawda wyłazi na jaw, jak zasikana morska trawa ze starej kanapy. Że otóż twoi ukochani bliscy, człowieku, wierzą w ciebie i darzą cię dokładnie taką estymą, jak balasek, pozostawiony przez psa na trawniku.<br /><br />Taaaak. Szczęka opada, kiedy se człowiek uświadomi, że na wytłumaczenie jego zachowania, bliscy umiłowani bez mrugnięcia okiem wybiorą możliwie najpaskudniejsze wyjaśnienie, malujące go w barwach czarniejszych, niż włos z nosa samego Lucyfera. Jak na amerykańskich filmach, cokolwiek powiesz, czy zrobisz zostanie wykorzystane przeciw tobie i starannie wytłumaczone jako przejaw złej woli, kłamliwego charakteru i takich tam. Nie ma przebacz. Nie ma pobłażliwości, a o zrozumieniu należy zapomnieć na wieki. <br /><br />W związku z powyższym, drodzy bliscy, dalecy niczym Kamczatka z Czukotką, powiadam wam, pieprzcie się i wasze wierzchowce. Nie wierzycie we mnie? Kij wam w oko i korkociąg w dupsko, ja w siebie wierzyć zatem będę, tak mi dopomóż Zeus z Siwą i Huitzilopochtli.  I będę chodzić z głową w chmurach, których się tak czepiacie, choćbym i setki dożyła, albo i dwusetki. Powiem więcej, do grobu mnie złożą, a jeden koniec trumny spowity będzie w obłoki i chuj wam do tego.<br /><br />A w tym paskudnym internecie, którym tak gardzicie, mogę przynajmniej spotkać ludzi, którzy naprawdę we mnie wierzą, chociaż w żadnych dokumentach nie widnieją jako moi bliscy. Ale, jak widać, prawdziwa bliskość nijak się ma do papierków. <br /><br /><div style="text-align: center;"><font size="4"><span style="font-family: impact;">Was mich nicht umbringt, macht mich stark! </span></font><br /><font size="4"><span style="font-family: impact;">Ich werde es allen beweisen!</span></font><br /> </div> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">17:04</span>, <span class="IPTautor">bupu</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?304077">Co to ja chciałam...</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2010/08/Bardzo-dalecy-bliscy.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2010/08/Bardzo-dalecy-bliscy.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (1) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> piątek, 06 sierpnia 2010 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_4840978"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">Uwoholizm</div> <div class="BlogWpisTresc"> Upadłam na głowę, radykalnie i potężnie. Skutek jest taki, że razem z towarzyszką upadku stworzyłam forum poświęcone przyczynie upadku, czyli blondasowi rodem z Niemiec, a teraz będę je bezwstydnie reklamować.<br /><br />Drodzy rodacy! Bracia i siostry w musicalomanii!<br /><br />Oto na polskiej ziemi powstał kąt bezwstydnego uwielbienia dla twórczości i osoby Uwe Krögera!<br /><br />...To jest ten pan w różowych szelkach.<br /><br /><img src="http://lh4.ggpht.com/_eXrev5k36iU/TFB1F9FgyAI/AAAAAAAAAZU/RFBtD8YhPvA/Musicalstar_Uwe_Kr__320475g.jpg" /><br /><br /><br /><br />Ten pan śpiewa. Bardzo ładnie śpiewa.<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /> <object width="480" height="385"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dMtgzFjElZg&hl=pl_PL&fs=1" /><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><embed width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/dMtgzFjElZg&hl=pl_PL&fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" /></object> <object width="480" height="385"><param value="http://www.youtube.com/v/Sl-dyP7xbUo&hl=pl_PL&fs=1" name="movie" /><param value="true" name="allowFullScreen" /><param value="always" name="allowscriptaccess" /><embed width="480" height="385" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always" type="application/x-shockwave-flash" src="http://www.youtube.com/v/Sl-dyP7xbUo&hl=pl_PL&fs=1" /></object> <p>O tym panu można poczytać tu:</p> <p><a target="_blank" href="http://uwekroeger.fora.pl/" title="ImageShack - Image And Video Hosting"><img border="0" alt="" src="http://img231.imageshack.us/img231/4871/fanklub.jpg" /></a> Uploaded with <br /></p><p><a target="_blank" href="http://imageshack.us/">ImageShack.us</a></p><p><br /></p><p>Wiem, migający ten mój wpis, dobrze jeszcze, że nie sparkluje. Ludu pracujący miast i wsi, komu ten pan przypadł ddo gustu, niechaj nie waha się wstąpić na forum! Jest tam też kącik dla habsburgofili i wielbicieli cesarzowej Sisi.<br /></p><p><br /></p><p>A w ogóle to planuję jeszcze na tym slicznym acz zakurzonym blogasku napisać jeszcze coś o wampirach, co plącze mi się od kilku dni pod czaszką. Ale to później.<br /></p><p><a target="_blank" href="http://imageshack.us/"><br /></a></p> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <div class="infoTagi">Tagi: <a href="/tagi_b/101739/Uwe-Krger-blondyn-musical-Elisabeth.html">Uwe Krger blondyn musical Elisabeth</a> </div> <span class="IPTczas">21:59</span>, <span class="IPTautor">bupu</span> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2010/08/Uwoholizm.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2010/08/Uwoholizm.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (1) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> piątek, 04 czerwca 2010 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_4691542"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">Upiorna eskapada</div> <div class="BlogWpisTresc"> Dawno mnie tu nie było, ale najwyższy czas odkurzyć te kazamaty i napisać słówko o mojej ostatniej eskapadzie do stolicy kraju naszego. Celem wycieczki były dwa spektakle "Upiora w operze" w Romie, przy czym wieczorny był nominalnie ostatni (30 maja), chociaż nie ostatni, bo potem dołożono kilka w czerwcu, ale miał zawierać w sobie wszelkie atrakcje ostatniego, w tym tak zwaną zieleninę.<br /><br />Towarzystwo doborowe forumek od Tańca Wampirów się zebrało na tego nominalnie ostatniego Upiora, czy raczej Popiora, boć to Upiór nie tyle operowy, co popowy. Dojechałam bez przeszkód, choć zwiastun problemów zamajaczył na horyzoncie, albowiem jeden z rozkładów internetowych informował, ze autobus do Warszawy mam o 7:25, a nie o szóstej z minutami, jak donosiły inne. Pojechałam na szóstą, autobus był. Zatem dojechałam, dotarłyśmy do Romy i zaczęłyśmy się rozrywać.<br /><br />Spektakl pierwszy owszem, nie powiem, rozrywką był. Edyta Krzemień w roli Christine była rewelacyjna jak zawsze, Paweł Podgórski dzielnie (i nader dźwięcznie, jeżeli idzie o głos) sobie poczynał jako Upiór, a jego rywalowi, wicehrabiemu Talikowi też nic nie brakowało. No owszem, w pierwszym akcie nieco mnie zirytował dobitnie demonstrowanym brakiem wiary zarówno w słowa jak i poczytalność drogiej Krysi Daae, ale w drugim akcie błysnął rycerskością, odwagą i innymi przymiotami, rehabilitując się w zupełności. Padał na scenę w pojedynku wręcz przepysznie, Krystynę uwielbiał ogniście, do wroga zionął stosowną nienawiścią oraz wzgardą i ogólnie bardzo mi się spodobał.<br /><br />Pozostali aktorzy byli świetni w obu spektaklach. Złego słowa nie da się powiedzieć o dyrekcji opery, prześmiesznym Reyerze ("To ser! To ser! To ser! Ser! Ser!"), panu komponującym się w kurtynę podczas przemówienia dyektorów w Il Muto, czy też sekcji tanecznej. Pochwały gorące i wyrazy uwielbienia za to należą się przegenialnej Ani Gigiel, która w obu spektaklach demonstrowała gorący temperament divy. Czegóż tam nie było! Tupanie nóżką, miotanie mufką, piski w częstotliwościach godnych nietoperza, wrzaski a'la przekupka, okładanie białemi dłońmi kogokolwiek kto się nawinął, efektowne spazmy, miny "No całujcie me dłonie i sypcie tymi komplementami, to może wam wybaczę. Może." Istne cudo po prostu. <br />Druga wiązanka komplementów przypada Ewie Lachowicz, przewdzięcznej Meg o srebrnym głosiku i ruchach gazeli, w której się niemal zakochałam. Sama słodycz, nie kobieta.<br /><br />Natomiast drugi spektakl, ten z pierwszą obsadą... Boziu kochana, jakiż to był ból! Ból znudzonego umysłu oraz zdrętwiałego na pierońsko niewygodnej dostawce tyłka, a flaki z olejem ciągnące się na scenie o niewygodzie zapomnieć nie pomogły. Nie wiedziałam wcześniej, że z takiego samograja jak Upiór można zrobić taki festiwal nudy.  Damian Aleksander usilnie udawał, że jest Gerardem Butlerem, ale nim jednak nie był. Ja film znam na pamięć, niedawno go oglądałam i miałam wrażenie ciężkiego deja vu. Pozy, gesty, miny, rwane z filmu jak wiśnie z krzaka. Tylko wokal nie, bo Aleksander popadł w jakąś dziwnie stękającą manierę, a zaraz potem się zadyszał i do stękającego śpiewu dołożył sapanie, co razem wzbudziło we mnie dziką chęć ogłoszenia w teatrze zrzuty na olej rycynowy, względnie ziele senesu dla tego pana, żeby się przestał tak strasznie męczyć. A wczuwał się w Butlera do tego stopnia, że w momencie, w którym w filmie Butler ciągnie za sznurek i poddusza Raoula, Aleksander pociągnął też, ale za powietrze, bo mechanika hrabiowskiego stryczka była w Romie zupełnie inna i nie było sznurka do trzymania. Ów gest był więc radośnie pozbawiony sensu.<br />Paulina Janczak za to zapatrzyła się chyba w koleżankę po fachu, Edytę mianowicie, bo dziwnym trafem wszelakie akcenty dramatyczne i wzniesienia głosu przypadały jej dokładnie tam, gdzie drugoobsadowej Krysi. Tyle, że talent aktorski nie ten, o wokalu nie mówiąc, więc wypadło to okrutnie kiepsko.<br />Dochodzimy do wicehrabiego. Piotr Domalewski był, dla odmiany, kiepską kopią samego siebie. Kiepską, niemrawą i rozlazłą, nie wykazującą zbytniego zainteresowania tym co działo się dookoła. I tak nieziemsko nudną, że szczęki darły mi się rozpaczliwie w dwie strony na sam jego widok. Ta trójca dobiła spektakl i za taki pokaz nudy na europejskim poziomie to ja dziękuję szlycznie, ale nigdy więcej.<br /><br />Po spektaklu trochę się jeszcze pointegrowaliśmy towarzysko, po czym nadszedł czas odjazdów. I tu, na Dworcu Zachodnim, okazało się, że mój autobus nie istnieje. Owszem, figuruje w rozkładach internetowych, co niezwykle starannie sprawdziłą ukochana ma koleżanka Sabina, ale nie figuruje w rzeczywistości. A to był mój ostatni autobus tego wieczora... Mignęła mi przed oczami perspektywa noclegu na dworcu, na szczęście moje koleżanki miały więcej przytomności umysłu niż ja i błyskawicznie zostałam ulokowana na nocleg u kolejnej koleżanki forumki, którą niechaj Bogowie błogosławią, ją i jej zacną ciocię, za okazaną mi niebywałą gościnność.<br /><br />Przenocowana przez dobrych ludzi dotrwałam rana. Rano pierwszy autobus mi uciekł, bo akurat stolica wyhodowała w swym łonie korek, spowalniając mnie, a pan kierowca postanowił wyjechać przed czasem. Zatem jechałam oryginalnie, wybierając autobus, który jechał w zgrubsza pożądanym kierunku, dając nadzieję na póżniejszą przesiadkę w autobus właściwy. Rzecz jasna musiałam zadzwonić do szefowej i wytłumaczyć się czemu nie będzie mnie na jedynej lekcji, którą miałam tego dnia mieć. Pożegnałam  dobroczyńczynię, która odprowadziła mnie na PKS (i po raz kolejny wyrażam gigantyczną wdzięczność!) i pojechałam. Z dwudziestominutowym spóźnieniem, bo skoro już stałam na tym dworcu, to autobus mógł się spóźnić, nie? No. Z dwoma przesiadkami na dworcach, gdzie diabeł mówi dobranoc, a może nawet i dzień dobry, dojechałam do domu, załapując się przy okazji na antypapierosowy pokaz taneczny. PKS darzę od tej poy głęboką nieufnością, ale, drodzy przyjaciele i sąsiedzi...<br /><br />...Ale już marzy mi się jakiś porządny wakacyjny wypad w świat. Pomijając moją bujnie rozkwitłą austriacką monomanię, i nie będę udawać, że Uwe i musicale nie mają tu nic do rzeczy, jest całkiem niezły kawałek Europy do obczajenia. Tylko ekipy brak!<br /><br /> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">16:56</span>, <span class="IPTautor">bupu</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?433653">Nienasycony głód</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2010/06/Upiorna-eskapada.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="http://www.blox.pl/komentuj/WaaTheWitch/2010/06/Upiorna-eskapada.html"> Dodaj komentarz » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> niedziela, 07 marca 2010 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_4484488"></a> <div class="BlogWpisItemTytul">Ulżywam sobie</div> <div class="BlogWpisTresc"> <div style="text-align: justify;">Po raz kolejny w ciągu ostatnich dni obudziłam się z zapuchniętymi ślepiami, wskazującymi, że płakałam przez sen. W głowie huczy mi młyn myśli, jedna czarniejsza i bardziej histeryczna od drugiej. Mam dosyć. Mam, kurwa, dosyć. <br /><br />Mam dosyć własnej histerii i drażliwości. Mam dosyć poczucia, ze świat sprzysiągł się przeciwko mnie. Wiecie jak to wykańcza kiedy w każdym geście i słowie widzi się dowód na to, że twój przyjaciel już cię wcale nie lubi i nie potrzebuje, a ta Iksińska jest na pewno nastawiona wrogo? Otóż wykacza jak cholera i niestety nie tylko mnie, bo leci rykoszetem po otoczeniu, faktycznie psując mi kontakty z ludźmi. Bo co sobie mogą pomyśleć, jak trzydziestoparoletnia baba dostaje na ich oczach ataku płaczliwej histerii i zarzuca im różne dziwne rzeczy? Otóż to, mogą pomyśleć wyłącznie źle.<br /><br />I  tu koło histerii zaczyna napędzać się samo, taka szajbnięta szwungszajba, bo, o rany, teraz przeciez już wiem, że myślą o mnie nie najlepiej, że są wściekli i w ogóle. No i wszystko staje się dowodem na to, jak wiele straciłam w ich oczach, każde głupie słowo, każdy brak esemesa, wszystko. Miotam się, nie wiem co robić, paść na kolana i błagać o przebaczenie za moją cyrkową głupotę, czy uciekać od tych osób z krzykiem, w każdym razie udało mi się już własnorecznie doprowadzić do tego, że miejsce, które było moją oazą wytchnienia już nią nie jest. Zdolnam, nie?<br /><br />W pracy trzymam się resztkami sił, a i to zdarza mi się popłakiwać po kątach. Przeważnie jednak opadam jak kapeć w krzesło i jakoś przepycham się przez lekcję aż do upragnionego dzwonka. Przy czym od pracy się to wszystko zaczęło, ale to temat na osobną epopeję.<br /><br />A jeszcze niedawno tak nie było. Czułam się świetnie, pracowicie hodowana pewność siebie  rosła jak na drożdżach, cieszyłam się każdym sukcesem, każdą chwilą przyjemności i miałam przyjaciół, którym ufałam. Świat się rozpościerał przede mną, wielki i kolorowy. Było miło, ale się skończyło. Niestety.<br /><br />A ja mam już dość. Dość podłego nastroju, braku sił, drażliwości i widzenia rzeczy które nie są. Chcę z powrotem siebie, zamiast tej histerycznej czarnowidzącej baby, zachowującej się jak ostatnia debilka i zrażającej do siebie ludzi, a do tego egoistki jak się patrzy. Mam dosyć. Zabierzcię tę idiotkę ode mnie i oddajcie mi mnie.<br /><br /><br /></div><div style="text-align: justify;"> </div> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <span class="IPTczas">09:49</span>, <span class="IPTautor">bupu</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?304074">Staropanieńskie zrzędzenie</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2010/03/Ulzywam-sobie.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2010/03/Ulzywam-sobie.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (4) » </a> </div> </div> </div> <div id="BlogStronicowanieBox"> <table> <tr><td class="BlogStronicowaniePoprzednie"> <div>   </div> </td><td class="BlogStronicowanieStrony"> <div> 1 , <a href="/html/1310721,262146,169.html?2">2</a> , <a href="/html/1310721,262146,169.html?3">3</a> , <a href="/html/1310721,262146,169.html?4">4</a> , <a href="/html/1310721,262146,169.html?5">5</a> <a href="/html/1310721,262146,169.html?6">...</a> <a href="/html/1310721,262146,169.html?28">28</a> </div> </td> <td class="BlogStronicowanieNastepne"> <div> <a href="/html/1310721,262146,169,170.html?1,1">następne</a> </div> </td></tr></table> </div> </div> </td><td valign="top"> <div id="BlogWazkaSzpalta"> <div id="BlogArchiwumBox"> <div id="ArchiwumTytul">Archiwum</div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?4,2006">Maj 2006</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?5,2006">Czerwiec 2006</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?9,2006">Październik 2006</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?10,2006">Listopad 2006</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?11,2006">Grudzień 2006</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?0,2007">Styczeń 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?1,2007">Luty 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?2,2007">Marzec 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?3,2007">Kwiecień 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?4,2007">Maj 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?5,2007">Czerwiec 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?6,2007">Lipiec 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?7,2007">Sierpień 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?8,2007">Wrzesień 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?9,2007">Październik 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?10,2007">Listopad 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?11,2007">Grudzień 2007</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?0,2008">Styczeń 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?1,2008">Luty 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?2,2008">Marzec 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?3,2008">Kwiecień 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?4,2008">Maj 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?5,2008">Czerwiec 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?6,2008">Lipiec 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?7,2008">Sierpień 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?8,2008">Wrzesień 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?9,2008">Październik 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?10,2008">Listopad 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?11,2008">Grudzień 2008</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?0,2009">Styczeń 2009</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?1,2009">Luty 2009</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?2,2009">Marzec 2009</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?3,2009">Kwiecień 2009</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?4,2009">Maj 2009</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?5,2009">Czerwiec 2009</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?7,2009">Sierpień 2009</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?8,2009">Wrzesień 2009</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?9,2009">Październik 2009</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?11,2009">Grudzień 2009</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?1,2010">Luty 2010</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?2,2010">Marzec 2010</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?5,2010">Czerwiec 2010</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?7,2010">Sierpień 2010</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?8,2010">Wrzesień 2010</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?9,2010">Październik 2010</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?0,2011">Styczeń 2011</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?2,2011">Marzec 2011</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?3,2011">Kwiecień 2011</a> </div> <div class="ArchiwumItem"> <a href="/html/1310721,262146,14,15.html?7,2011">Sierpień 2011</a> </div> </div> <div id="BlogTytulyOstatnichWpisow"> <div id="BlogTytulBoxaOstatnichWpisow"> Ostatnie wpisy </div> <ul> <li> <a href="/2011/08/Usmiechnij-sie.html"> Uśmiechnij się! </a> </li> <li> <a href="/2011/04/Rzecz-o-hennie.html"> Rzecz o hennie </a> </li> <li> <a href="/2011/03/Komunikacja-za-przeproszeniem-zbiorowa.html"> Komunikacja, za ... </a> </li> <li> <a href="/2011/01/JEzus-Chrystus-von-Habsburg.html"> Jezus Chrystus von Habsburg </a> </li> <li> <a href="/2010/10/Kosmiczno-metafizyczna-kupa.html"> Kosmiczno-metafizyczna kupa </a> </li> <li> <a href="/2010/09/Jak-sie-Wiedzma-relaksuje-czyli-sprawozdanie-z.html"> Jak się Wiedźma relaksuje, ... </a> </li> <li> <a href="/2010/08/Bardzo-dalecy-bliscy.html"> Bardzo dalecy bliscy </a> </li> <li> <a href="/2010/08/Uwoholizm.html"> Uwoholizm </a> </li> <li> <a href="/2010/06/Upiorna-eskapada.html"> Upiorna eskapada </a> </li> <li> <a href="/2010/03/Ulzywam-sobie.html"> Ulżywam sobie </a> </li> </ul> </div> <div id="BlogZakladkiBox"> <div id="ZakladkiTytul">Zakładki:</div> <div id="ZakladkiItems"> <div class='TytulFolderaZakladek'>Wiedźma czyta:</div> <div class='PoziomDrzewa'> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://abigaelf.blog.pl/">AbigaelF</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://orlinos.jogger.pl/">Blog Orlinosa</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://kuferek.blox.pl">Magiczny Kuferek</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://mattkapolka.blox.pl">Matka Polka</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://elpanda.blox.pl">Najstrukturalniejszy RaV</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://typowopochlopsku.blox.pl">Typowo po chłopsku</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://futurnik.blox.pl">Wesołe jest życie staruszki</a></div> </div> <div class='TytulFolderaZakladek'>Wiedźma pisze:</div> <div class='PoziomDrzewa'> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://macabre.blox.pl">Danse Macabre</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://www.mohawk.yoyo.pl">Rzecz o Indianach</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://tfurczosc.blox.pl">Tłumocze i redachtórzy</a></div> </div> <div class='TytulFolderaZakladek'>Wiedźma robi inne rzeczy:</div> <div class='PoziomDrzewa'> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://www.wswieciemasek.fora.pl/">Forum fanów Janusza Krucińskiego i Teatru Rozrywki</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://www.youtube.com/profile?user=waathewitch">Kącik małej mętażystki</a></div> </div> </div> </div> <div id="BlogChmuraTagowBox"> <div id="BlogChmuraTagowTytul"> Tagi </div> <ul class="BlogChmuraTagowLista"> <li><a href="/tagi_b/703/film.html" style="font-size: 150%">film</a></li> <li><a href="/tagi_b/450/forum.html" style="font-size: 150%">forum</a></li> <li><a href="/tagi_b/24116/Habsburg.html" style="font-size: 150%">Habsburg</a></li> <li><a href="/tagi_b/33491/Janusz-Krucinski.html" style="font-size: 150%">Janusz Kruciński</a></li> <li><a href="/tagi_b/21653/Mary.html" style="font-size: 150%">Mary</a></li> <li><a href="/tagi_b/161979/Mayerlin.html" style="font-size: 150%">Mayerlin</a></li> <li><a href="/tagi_b/7561/Musical.html" style="font-size: 150%">Musical</a></li> <li><a href="/tagi_b/5660/rudolf.html" style="font-size: 150%">rudolf</a></li> <li><a href="/tagi_b/101739/Uwe-Krger-blondyn-musical-Elisabeth.html" style="font-size: 150%">Uwe Krger blondyn musical Elisabeth</a></li> <li><a href="/tagi_b/161978/Vetsera.html" style="font-size: 150%">Vetsera</a></li> </ul> </div> </div> <object width="250" height="350"><param name="movie" value="http://blip.pl/widget.swf" /><param name="wmode" value="transparent" /><param name="flashvars" value="blip_user=jednatakawiedzma&color_scheme=jacket&corner_radius=0&"><embed src="http://blip.pl/widget.swf" wmode="transparent" width="250" height="350" flashvars="blip_user=jednatakawiedzma&color_scheme=jacket&corner_radius=0&" type="application/x-shockwave-flash" /></object> <!-- Begin My personal blog Countomat Statistic code --> <!-- Title: Wiedźmy Strumień świadomości --> <!-- URL: http://waathewitch.blox.pl --> <a href="http://web3.countomat.com/48622.html" title="Countomat website statistics and webcounter (Statistik and Logfileanalyse, Statystyk, Statistici, Statistique)" style="text-decoration:none;" target="_blank"> <script src="http://log3.countomat.com/_js/waathewitch.blox.pl;~noparameter/loglib.js" type="text/javascript"></script></a> <noscript> <a href="http://web3.countomat.com/48622.html" title="Countomat website statistics and webcounter (Statistik and Logfileanalyse, Statystyk, Statistici, Statistique)" style="text-decoration:none;" target="_blank"> <img border="0" src="http://log3.countomat.com/_log/waathewitch.blox.pl;~noparameter/ct.gif" alt="Countomat website statistics and webcounter (Statistik and Logfileanalyse, Statystyk, Statistici, Statistique)" /> </a> </noscript> <!-- End My personal blog Countomat Statistic code --> <div id="BlogLinkiBox"> <div class="BlogLinkiItem"><a href="http://www.blox.pl/html"><img id="imgLogoBlox" style="border: none" src='http://blox.pl/images/logo_s.gif' alt='Pisz swój dziennik w Internecie' title='Pisz swój dziennik w Internecie'/></a></div> <div class="BlogLinkiItem"><a href="http://116963.www.blox.pl/html/1310721,39.html" rel="nofollow">Pisz blog</a><br/><a href="http://www.blox.pl/html?page=addBlogToBookmarks&weblog_to_copy_id=116963" rel="nofollow">Dodaj blog do ulubionych</a><br/><a href="/html?mobile=yes" rel="nofollow">Wersja mobilna</a></div> </div> </td></tr></table> </div> </div> <script type="text/javascript"> document.domain = 'blox.pl'; </script> <div id="sidebox_wrap"> <div id="sidebox_control" class="exp"> <div id="sidebox_bg"></div> <div id="sidebox" class="skin3"> <div id="sidebox_roll"></div> <div id="sidebox_body"> <a href="http://blox.pl/"><img src="http://blox.pl/images/belka/bloxlogo.png" alt="Blox.pl" /></a> <div class="nav"> <a class="nb" href="#" id="sidebox_btnprev"><span>poprzedni blog</span></a> <a class="cb" href="http://www.blox.pl/html/8257537.html"><img src="http://blox.pl/images/belka/createblox-btn-skin3.png" alt="załóż bloga" /></a> <a class="nb" href="#" id="sidebox_btnnext"><span>następny blog</span></a> </div> <!-- .nav --> <div id="sidebox_container_0" class="list"> <strong id="sidebox_title_0" class="h"></strong> <ul id="sidebox_list_0"> <li class="dummy"></li> </ul> <!-- #sidebox_list_0 --> <p class="more"><a id="sidebox_link_0" href="#"></a></p> </div> <!-- .list --> <div id="sidebox_container_1" class="list"> <a href="http://www.adtaily.pl/?utm_source=blox&utm_medium=banner&utm_campaign=new-store"><img style="text-align: center" src="http://bi.gazeta.pl/im/5/10532/m10532925,BLOX282X128.gif"/></a> </div> <!-- .list --> </div> <!-- #sidebox_body --> </div> <!-- #sidebox --> </div> <!-- .exp --> </div> <!-- #sidebox_wrap --> <iframe id="boxframe" name="bblo_frame" src="http://cookiecontainer.blox.pl/html?page=cookieStore¶ms=,116963"></iframe> <script type="text/javascript"> function bblo_addEvent(obj, type, fn) { if (obj.addEventListener) { obj.addEventListener(type, fn, false); } else if (obj.attachEvent) { obj["e" + type + fn] = fn; obj[type + fn] = function() { obj["e" + type + fn] (window.event); } obj.attachEvent("on" + type, obj[type + fn]); } } function bblo_O(n) { return document.getElementById(n); } function bblo_trim(x){return x.replace(/^\s+|\s+$/g,'');} function bblo_hasClass(obj, clName) { var clN = ' ' + obj.className + ' '; return (clN.match(' ' + clName + ' ') != null); } function bblo_addClass(obj, clName) { if (bblo_hasClass(obj, clName)) return; obj.className = bblo_trim(obj.className + ' ' + clName); } function bblo_removeClass(obj, clName) { if (!bblo_hasClass(obj, clName)) return; var clN = ' ' + obj.className + ' '; eval("obj.className = bblo_trim(clN.replace(/ " + clName + " /g,' '));"); } function bblo_swapClass(obj, oldName, newName) { bblo_removeClass(obj, oldName); bblo_addClass(obj, newName); } var blox_frame = null; function bblo_init(e) { if (top.location != self.location) return; blox_frame = window.frames['bblo_frame']; window.setTimeout(bblo_ready, 10); } function bblo_completeList(n, item) { var obj = { title: bblo_O('sidebox_title_'+n), link: bblo_O('sidebox_link_'+n), list: bblo_O('sidebox_list_'+n), container: bblo_O('sidebox_container_'+n) }; try { obj.title.innerHTML = item.title; obj.link.href = item.link_uri; obj.link.innerHTML = item.link_caption; obj.container.className = 'list ' + item.class_name; for (var i = 0; i < item.data.length; i++) { var o_link = document.createElement('a'); var o_span = document.createElement('span'); var o_li = document.createElement('li'); o_link.innerHTML = '<strong>' + item.data[i].title + '</strong> ' + item.data[i].name; o_link.href = item.data[i].uri; o_span.innerHTML = item.data[i].when; o_li.appendChild(o_link); o_li.appendChild(o_span); obj.list.appendChild(o_li); } } catch (e) {;} } var blox_data_done = false; function bblo_ready() { try { if (blox_frame.blox_is_ready()) { if (blox_data_done) return; blox_data_done = true; var t_data = bblo_frame.blox_get_data(); g_data = t_data; if (t_data.display == '0') { bblo_swapClass(bblo_O('sidebox_control'), 'exp', 'fold'); } bblo_O('sidebox_btnprev').href = t_data.prev; bblo_O('sidebox_btnnext').href = t_data.next; for (var i = 0; i < t_data.items.length; i++) { bblo_completeList(i, t_data.items[i]); } bblo_addEvent(bblo_O('sidebox_roll'), 'click', bblo_toggle); bblo_O('sidebox_wrap').style.display = 'block'; } else { window.setTimeout(bblo_ready, 10); } } catch (e) { window.setTimeout(bblo_ready, 10); } } function bblo_toggle() { var obj = bblo_O('sidebox_control'); var write = '0'; if (bblo_hasClass(obj, 'exp')) { bblo_swapClass(obj, 'exp', 'fold'); } else { bblo_swapClass(obj, 'fold', 'exp'); write = '1'; } blox_frame.blox_toggle_display(write); } bblo_addEvent(window, 'load', bblo_init); </script> </div> <link href="http://blox.pl/css/over18.css" type="text/css" rel="stylesheet" /> <script type="text/javascript" src="http://blox.pl/script/over18.js"></script> <script language='javascript'> MA18(); </script> <script type="text/javascript"> if (window.anyBanners === undefined) { } else if (anyBanners == 'T') { countBan(72556); } </script> </body> <!-- if mobile end --> </html>