|
Opinia kompletnej wariatki bardzo się przydaje -Holly Golightly
Blog > Komentarze do wpisu
Jak się Wiedźma relaksuje, czyli sprawozdanie z musicalu
Ponieważ zżerają mnie nerwy sztachnęłam się ulubioną używką, acz w nieulubionej obsadzie. Odkopałam sobie "Elisabeth" we wiedeńskiej inscenizacji, z Mate Kamarasem i Mayą Hakvoort, po czym w trakcie oglądania zapisałam coś w rodzaju skrzyżowania relacji ze strumieniem świadomości. Kto jeszcze nie uciekł, niech czyta.
Pisana relacya Wiedźmy z Eli 2005.
Nie będę sobie wyobrażać Serkana w peruce i małej czarnej. Nie będę. Wchodzi Tod. Mate, zamknij buzię, grzecznie proszę. Jeszcze raz ktoś mi powie, ze Mate ma lepszą emisję niż Uwe, to zabiję śmiechem. Podoba mi się, że jak w pierwszym Wiedniu Eli reprezentuje tylko portret. Osobista obecność Sisi w Essen mi nie pasowała. Mate naryczał na Serkana strasznym głosem. Jest to chyba jedna z niewielu inscenizacji Eli w której zamiast Toda wybrałabym Luchenia. Dlaczego mam wrażenie, że Maksa gra książę Eddie z "Rudolfa"? Molto romantico, e? Lucheni jest zdecydowanie uroczy. Bardzo zdecydowanie. Ludovica wyglądała jakby miała popuścić ze szczęścia z powodu mającego nastąpić ucesarzenia Nene. Świetna jest ta pani. Mate, czemu ty jesteś taki... taki... taki prozaiczny? Jak kilo pomidorów! Nic zwiewnego, zaświatowego, niematerialnego, twardy realizm ucieleśniony. Maya jest piękną kobietą, ale nastolatki jakoś mi nie chce przypominać, a w Schwarzer Prinz przestała nawet brzmieć jak małoletnia. Podziwiam moją pamięć wzrokową. Straszną Zochę gra Else Ludwig, całkiem tak samo jak we Wiedniu 1992. I wciąż jest doskonała. Zocha steruje Franzem za pomocą dyskretnych gestów i spojrzeń. Młody cesarz zaś reaguje jak dobrze naoliwiony automat. A w ogóle, dygresja, nie wiem czemu zamienili falbany i żaboty w białej koszuli Toda na kowbojskie frędzle. Falbanki rządziły! Andre Bauer chyba miał lekką głupawke w scenie oświadczyn, sądząc z jego min. Serkan brzmi momentami niemal bluesowo. Misiaczki, skoro Sisi miała wdziewać naszyjnik od Franza, trza było nie stroić jej w aksamitkę na szyi, bo wygląda jak zza płota. A naszyjnik przypomina gąsienicę. Stroje ślubne nieodmiennie nasuwają mi myśl o fizelinie, albo włókninie ogrodniczej. Fajne są, takie widmowe, ale fizelinowe skojarzenie nie chce się odczepić. W kategorii "Złowieszczy śmiech" oraz "bujanie się na sznurze od dzwonu" punkt wygrywa Uwe. Mate, idź poćwiczyć. Mmm. Twarz Mate w półmroku. Lekkie drgnięcie górnej wargi, błysk ząbków w ciemności. Wypadło to nader diabolicznie. Niestety zaczął śpiewać i wrażenie znikło jak mokry jaskier na bagnach. Gorzej, on usiłuje tańczyć, a to jest coś, czego szanowny Mateuszek nie powinien robić. Oraz stwierdzam, że w Wiedniu 1992 Tod posiadał znacznie ładniejsze ciuchy. Mateuszkowy fraczek i gacie z lampasem jakoś mi nie przypadają do gustu. Maya jest ciut za bardzo płaczliwa w konfrontacji z Zochą. Wolę bardziej bojowe Elki. Przydałby mi się podgrzewacz do kawy. Znowu wystygła, bo o niej zapomniałam. Elka, jaj trochę! Przestań spazmować i wkurw się! Masz się kłócić z Franzem i Zochą! Z życiem, kobito! Neonowa trumna. Khem. Udam straszliwie, że nic, ale to nic absolutnie mi się nie kojarzy. Mate, spróbuj chociaż raz nie warczeć. Proszę. BŁAGAM. *robi oczy małego pieska* "Die froehliche Apokalypse". Czy w tej kawiarni można zamówić jednego kelnera na wynos? Else Ludwig wspaniale morduje spojrzeniem. Rrrany, Maya znowu łkawicy dostała, tym razem serwujac cesarzowi ultimatum. Matuś, spróbuj nie śpiewać przez zęby, co? Prawie ci się udało brzmieć zaświatowo, ale zaciśnięta szczęka popsuła co nieco. Zaczynam mieć postulat, żeby Lucheni - Kaya tańczył na promieniu podczas Milch topless. A pani Esterhazy to, o spostrzegawcza ja, Kerstin Ibald. Mayi się fajnie z holenderska wokalizuje h w "gehoer". Kitsch. Serkan jest UPOJNY. Oraz miodny. Mayi pożałowali kasy na porządną kieckę koronacyjną. Zamiast tego ma dziwną imitację. O, Mate sprawdza którą z wystajacych końcówek Eli daje się oberwać. To stąd pochodzi koszmarna choreo pt. "Powyrywam Sisi rączki". W kategorii "Wenn ich tanzen will" jednakowoż Pia i Uwe rządzą jak chcą. Brakuje mi tej takiej... ciepłozimnej atmosferki w Mama Wo Bist Du. Uwe emanuje niemal ojcowskim ciepłem, a jednocześnie lata dookoła niego lodowaty astralny wiew. A Mate jest obrzydliwie realny. Szachownica! Uwielbiam! Zochowe "Schoen?" wypowiedziane przepięknie cierpkim tonem. Tak cierpkim, że można w nim marynować ogórki. Moja ulubiona część. Biskup stanowczo zaprotestował przeciw planowi Zochy, z punktu widzenia moralności, po czym ku radości arcyksiężnej, zaaprobował go z punktu widzenia polityki. Zadowolenie na twarzy Zochy - bezcenne. Końcówka "Nur kein grenieren" mnie rozbawiła. Rączka frau Wolf zakradła się w pewną... am, wrażliwą strefę ciała Lucheniego. Ten, jako że własnie śpiewał, przeszedł znienacka z tenoru na sopran, po czym chrząknął z lekkim zakłopotaniem. Tod się cieszy jak głupi do sera, ze Ela złapała syfa. Ma powód do radochy... O, a teraz zaryczał. Franz, ja się nie dziwię, że Sisi nie chciała z tobą seksu uprawiać. Też bym nie miała ochoty na igraszki z facetem, który wyglada, jakby przyczepił sobie do twarzy sznaucera. Bolesny jęk Mayi, którym zareagowała na widok w podetkniętym przez Luchenia lustrze był całkiem niezły. Za to Fritz Schmid jako Rudolf jest... bolesny. Jesper, wo bist du? Superduperheteroseksualny Tod ni z tego ni z owego rwie Rudolfa jak świeże wiśnie, milośnie ocierając się bioderkiem. Może jednak nie trzeba było iść na łatwiznę i pozbawiać Toda tego aspektu, który ci najbardziej nie leżał, Matyjaszku? Androgyniczność mam na myśli. A skoro się jej pozbyłeś, trza było inaczej Die Schatten rozegrać. Błagania Fritza pozwolę sobie przewinąć. Ten facet jest straszny. Mate nieźle wygląda w kiecce, ale uwielbiam pierwotny układ choreograficzny, z Todem, wywijającym Rudolfem. Poza tym Uwe lepiej całował. I focha w krypcie też strzelał bardziej malowniczo. Za to Lucheń rządzi. Cesarski koszmar. Mate warczy jak pies. Kosteczkę? A czegóż on tak ją przegiął? Wydaje mu się, że jest Rhettem Butlerem? No, przynajmniej nad całusem tym razem popracował.
czwartek, 16 września 2010, bupu
|
|
(mam nadzieje, ze komentarza nie rozwali mi po drodze)